Plany na rok 2015

rowerowe plany na 2015

Skoro jeszcze styczeń to można wciąż snuć plany na nowy rok.

Jak w zeszłym roku zaplanowałam sobie wycieczki rowerowe, które zamierzam odbyć w 2014 r., byłam święcie przekonana, że plan jest całkowicie do wykonania.

Jak teraz wracam do tych planów i oceniam ich realizację, nie jestem już taka zachwycona.

Przykładowo, nie wróciliśmy w 2014 na Bornholm, co wydawało się bułką z masłem.

Nie pojechaliśmy również do Włoch nad Lado di Garda. Tutaj winię planistę. W góry z przyczepką rowerową? Zastanów się, kobieto! Plan byłby do wykonania, gdybyśmy zabrali ze sobą kogoś do opieki nad Małą. Niestety teściowie odpadli, bo czekali na wnuka, który miał się urodzić właśnie we wrześniu.

Przejechaliśmy wreszcie trasę Odra-Nysa i to właściwie jedyne, co się udało. Za to udało się fantastycznie.

Zeszłoroczne wycieczki (Berlin-Uznam i właśnie Odra-Nysa) w ogóle utwierdziły mnie w przekonaniu, że kilkudniowe (3-5 dni) wypady w siodle (z sakwami, przyczepką i lunchami z kuchenki gazowej) to moja ulubiona forma spędzania wolnego czasu.

W tym roku – dla odmiany – nie planuję z góry żadnych wyjazdów. W mojej pracy – jak pokazał ostatni rok – niewiele można zaplanować, a wyjazdy dłuższe niż tygodniowe to marzenie ściętej głowy.

Dlatego plan na 2015 r. jest inny – nie zmarnować żadnej okazji, żeby wyjechać, czy to na weekend, czy na tydzień, a możne chociaż na dwie godziny!

wycieczki rowerowe w 2015

Najchętniej co miesiąc strzeliłabym sobie dłuższy weekend – paradoksalnie, dla mnie to plan bardziej realny niż dwutygodniowe wakacje raz w roku. Nawet jeśli miałyby być to tak krótkie wypady, jak nasz weekend we Wrocławiu, czy jednodniowa wycieczka do Muritz, to moim zdaniem warto. A już na pewno warto bardziej niż odkładać poznawanie świata do czasu, aż będziemy mogli pojechać daleko-długo-drogo.

A jak noworoczne plany u Ciebie?

Pozdrawiam,

A.

Zmarznięta dama

Mieszkańcy Pomorza Zachodniego pewnie się domyślają, ale osoby z innych części kraju mogą pozostawać w nieświadomości, że to właśnie nasz region jest polskim biegunem zimna.

jak radzić sobie z zimnem na rowerze

Oryginalna fotografia pochodzi ze strony https://www.flickr.com/photos/7941044@N06/5243873061/

Jeśli zwrot „biegun zimna” nie kojarzy Ci się z temperaturą rzadko spadającą poniżej zera, to prawdopodobnie jesteś ofiarą magii cyfr i statystyk. Pozwól, że wyzwolę Cię spod tego czaru i przedstawię smutną rzeczywistość.

A jest ona taka:

U nas już przy -5 stopniach Celsiusza zmarzniesz tak jak w innych częściach Polski dopiero przy -20. Ba, zaryzykowałabym stwierdzenie, że nędzne -1 u nas jest tak samo groźne jak siarczyste mrozy w Zakopanem.

O co mi chodzi?

Kiedyś nie zdawałam sobie z tego sprawy i dopiero wyjazd na studia do Warszawy mi to uświadomił. Otóż ubrana dokładnie tak samo – w grubą puchową kurtkę za pupę i przykryta równie puchowym kapturem tej kurtki – w Warszawie, gdzie temperatury były dużo niższe, nigdy nie marzłam, zaś w Szczecinie – nawet przy lekkim przymrozku – marzłam zawsze.

Słowem-kluczem jest tutaj „wilgoć”. W naszym regionie powietrze jest wilgotne, a wilgoć dostanie się pod Twój kożuch, kalesony i barchanowe gacie, i da Ci wycisk.

Dodatkowo ostatnio wybraliśmy się na krótką wycieczkę rowerową z Nowego Warpna do Rieth nową trasą rowerową (nie spodziewaj się okrętu, to ledwie ok. 5 km, ale nam starczyło). O Nowym Warpnie już pisałam, ale nie wspomniałam chyba, że to najwilgotniejsze miejsce w naszym wilgotnym regionie – z trzech stron miasto otoczone jest przez wodę. No więc w Nowym Warpnie – i na całej trasie – odczuwalna temperatura (w rzeczywistości oscylowała miedzy 0 a -2) wyniosła jak na moje oko jakieś -10.

Oboje zmarzliśmy i tylko Mała, zamknięta w swoim rydwanie (czyli rowerowej przyczepce dziecięcej), pod kocykiem, niespecjalnie odczuła niską temperaturę – w ogóle nie miała żadnych problemów – zajadała precelki, „czytała” książeczkę – luz blues.

W nagrodę za wytrzymałość (a przecież każdy powód jest dobry, żeby sobie dać nagrodę), na sam koniec wycieczki kupiliśmy sobie herbatę z cytryną i bułę ze śledziem (pyszna, ale zalecam raczej matyasa niż bismarka, bo ten drugi jest w occie). A jakby tych rarytasów było mało, spotkaliśmy mojego wujka, który zaprosił nas na zupę, kawę i ciasto. To już była prawdziwa uczta, słowo daję.

Uważasz, że herbata z cytryną to żadna ambrozja, a śledź – żaden delikates? To spróbuj się najpierw dobrze zmęczyć na chłodzie i wtedy pogadamy!

A skoro tak już się wyżalam na zimno, to może przypomnę kilka moich wpisów, które popełniłam w zeszłym sezonie zimowym, które dotyczą tego, jak sobie z tym zimnem radzić:

Jak dobrać płaszcz lub kurtkę?

Jak dobrać wewnętrzne warstwy ubrania?

Jak się ubrać na zimową wycieczkę rowerową?

Następnym razem wrócę jeszcze do tematu.

A Ty masz jakieś sposoby?

Pozdrawiam,

A.

Dama szuka prezentów – część 4.

To już 6 grudnia !!!

Na prezent pod poduszkę już za późno, ale pod choinkę jeszcze damy radę :)

Mam kilka pomysłów na ostatnią chwilę. Są to zresztą punkty z mojej osobistej listy „Chciałabym chciała…”

Po pierwsze, nie wiem jak Ty, ale ja jestem konserwatystką – lubię pić herbatę parzoną w dzbanku i noszę naszyjnik z pereł. Dla takich kobiet jak ja – niezależnie, czy jeżdżą rowerem czy rolls-roycem – doskonałym prezentem jest tradycyjna porcelana. Osobiście jestem wyznawczynią Białej Marii Rosenthala. Jest nie tylko piękna, ale i praktyczna – od stu lat można sobie zawsze dokupić filiżankę, jak się zbije. Nasza rodzinna kolekcja to zarówno nowe egzemplarze, jak i te znalezione „na rupieciach” za kilka złotych od sztuki.

Można kupić tutaj.

rosenthal biała maria - dama szuka prezentów

Po drugie, coś bardziej rowerowego, choć nie tylko.

Nauszniki!

Sama jestem miłośniczką nauszników. Czapki noszę, gdy jest naprawdę zimno, ale przez czapki włosy mi się prostują, więc za nimi nie przepadam. Natomiast nauszniki noszę niemal od września do kwietnia. Mam jakieś takie przeświadczenie, że jak nie mam zakrytych uszu, to się zaraz przeziębię (choć to chyba raczej autosugestia niż rzeczywiste „przewianie”).

Tak czy inaczej lubię nauszniki i noszę je cały sezon jesienno-zimowy (z czapką lub bez).

Nic więc dziwnego, że jak dostałam e-mail od Pani Anny promującej nauszniki bez pałąka Earmuffs, to się od razu na nie połasiłam. Prawdę mówiąc nie żałuję, że się „sprzedałam” za nauszniki, bo mi się bardzo podobają. Dobrze się trzymają (w co trochę wątpiłam), są ciepłe i ładne. No i nie mają pałąka, dzięki czemu można je łatwo schować do kieszeni.

Można je kupić tutaj. Ja mam taki model jak ta pani poniżej (swoją drogą, podoba mi się też samo zdjęcie).

nauszniki bez pałąka cycle chic

Jest jeszcze kilka rzeczy, które chciałabym dostać, ale nie wiem, czy o nich pisać, bo są tak absolutnie znienawidzonymi prezentami, że trochę się wstydzę, ale… a co mi tam…

Chcę… CIEPŁE KAPCIE! na przykład takie jak te tutaj. Niech sobie nawet będą różowe…

 

ciepłe kapcie - dama szuka prezentów

No i skarpetki. Naprawdę nie wiem, dlaczego skarpety uchodzą za najbardziej obciachowy prezent. Ja uwielbiam dostawać skarpetki – niech będą kolorowe, we wzorki, paski, groszki i inne cuda!

To chyba wynika z faktu, że do pracy chodzę w tych wszystkich rajstopach i pończochach, przez co zwykłe, bawełniane skarpety, zwłaszcza w jakiś frywolny deseń, kojarzą mi się z czasem wolnym, z odpoczynkiem i swobodą!

A jak Ty odbierasz skarpety i kapcie?

Pozdrawiam,

A.

Jak się nie ma, co się lubi…

…to się coś zmienia!

przemiana torby rowerowej

Pisałam o moich poszukiwaniach dużej torby i o tym że ją znalazłam i mam.

Niestety nie ma ideałów.

W mojej nie do końca pasowało mi, że ozdobny frędzel jest taki… srebrny.

przed zmianą: torebka rowerowa z frędzlem

Nie noszę srebra i w związku z tym srebrny łańcuch na froncie torby stanowił istotny dysonans :)

Ale co to dla mnie…

Uzbroiłam się w kombinerki i przystąpiłam więc do akcji. I oto jej skutki:

po zmianach: duża torba i zawieszka do kluczy

Skoro kluczy nie noszę na wierzchu, mogą sobie być srebrne, czy jakie tam tylko sobie chcą.

A na przodzie torby breloczek z drewnianych koralików. Dzięki temu, że są takie kolorowe pasują do wszystkiego, a (ciemna, bądź co bądź) torba nie jest taka ponura.

Pozdrawiam,

A.